Everyone's a critic

To zabrzmi pompatycznie i Coelhowsko, ale od czegoś trzeba zacząć: trawi nas mnóstwo poważnych chorób. Fakt, że żyjemy coraz dłużej oznacza, że coraz więcej chorób nie rozpatrujemy w kategorii "czy", ale "kiedy".

Dotyczy to tych chorób bardziej i mniej ważkich. Jesteśmy zgodni co do przyczyn większości chorób cywilizacyjnych: obwiniamy geny i/lub czynniki środowiskowe (styl życia, zanieczyszczenie środowiska, aktywność fizyczna, sposób odżywiania, ilość znajomych, and so on). Rozumiemy, że obwinianie osoby chorej na raka za to, że zachorowała, jest, mówiąc dyplomatycznie, niezmiernie niegrzeczne, nieempatyczne, nieuprzejme, aroganckie.

Są jednak sfery, w których czujemy się ekspertami. Zatoki medycyny, w których raz zamoczyliśmy stopy - przez przypadek, bo większa fala była, bo ktoś nas popchnął, bo wiatr zawiał - ale mimo to czujemy się tak, jakbyśmy pływali w nich od dziecka, i tak samo zachowujemy.

Każdy z nas był kiedyś smutny. To naturalne. Wydaje mi się, że nie ma ludzi, którzy nigdy się nie smucili, którym zawsze wszystko szło po ich myśli. Podobnie - z przyczyn kulturowych większość z nas choć raz myślała o odchudzaniu się, spora część próbowała zrzucać kilka kilogramów, a nawet jeśli ktoś nie miał tej przyjemności, to absolutnie każdy zna co najmniej jedną osobę, która próbowała.

I dzięki temu Wszyscy Jesteśmy Ekspertami ds. Depresji i Otyłości.

Depresja to po prostu taki smutek pogłębiony przez lenistwo. A otyłość to wynik obżarstwa. I lenistwa. A jak ktoś jest leniwy, to sam jest sobie winien. Serio.

Wczoraj miałam takiego doła, nawet nie wiesz! Co tam twoje myśli samobójcze, weź się w garść. Ja zamiast się nad sobą użalać posprzątałam mieszanie, i zobacz - po smutku ani śladu. No, uśmiechnij się. Głowa do góry. Zrób coś ze sobą.

Musiałam zrzucić trzy kilo, żeby zmieścić się w sukienkę. Weszłam na dietę i po tygodniu mogłam spokojnie paradować w kiecce. Weź zrób coś ze sobą, byłabyś taka ładna, jakbyś tylko schudła te 20 kg. Mówię ci, ta dieta na której byłam była super. I w ogóle pewnie się obżerasz. Przestań jeść tyle. Wczoraj widziałam, jak w pracy jesz batona. Nie wstyd ci?

Depresja to dużo więcej, niż okazjonalny smutek. Trudno mi zrozumieć, co takiego odróżnia zaburzenia afetywne od innych chorób, że tak łatwo jest je bagatelizować. Czy to brak wiedzy? Brak widocznych fizycznych oznak choroby, takich jak guzy, narośla, gnijące kończyny, wypadające garściami włosy? Czasem pojawi się spadek wagi (ale to przecież zawsze coś dobrego!), podkrążone lub zapuchnięte oczy, spowolnione gesty, ściszony głos - ale to przecież nie to samo. Czy aby na pewno?

Zawsze, gdy to analizowałam, przychodziła mi do głowy taka myśl: czy ja (albo ktokolwiek) miałabym w sobie na tyle arogancji, aby obwiniać osobę cierpiącą na raka piersi za jej stan? Trzeba się było badać! Weź się w garść, to tylko cycki! Oczywiście że nie, i gdy o tym piszę, robi mi się naprawdę niedobrze. To brzmi bardzo podle, prawda?

Dlatego tak bardzo spodobał mi się ten komiks:



Nieleczona depresja, podobnie jak wiele rodzajów raka, może zakończyć się śmiercią - przyczyną może być samobójstwo, ale również inna choroba, będąca wynikiem trwałego zaniedbania swojego zdrowia i/lub trwałego, podwyższonego stresu. Samobójstwo nie jest oznaką tchórzostwa, ucieczką od problemów, ale efektem choroby. Są choroby, które powodują, że cieknie ci z nosa; są choroby, które powodują, że w twoim ciele nagle rozrastają się zmutowane komórki; i w końcu są choroby, które powodują, że obsesyjnie myślisz o śmierci. Niezależnie od objawów, nieleczone powodują komplikacje i czasem mogą zakończyć się śmiercią, a jeśli nie śmiercią, to poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. I to nie obwinianie kogoś za doprowadzenie się do takiego a nie innego stanu, nie bagatelizowanie i nie oferowanie ludowych rozwiązań pomogą wyleczyć się z choroby. Pomoże w tym zrozumienie, wsparcie, empatia, umiejętność współczucia, odpowiednia wiedza i gryzienie się w język za każdym razem, gdy przyjdzie nam do głowy jakaś Złota Myśl.

To wszystko jest tak niezmiernie banalne, że aż mi niezręcznie, że poczułam potrzebę, aby o tym napisać.

czwartek, 27 września 2012
Categories: , | 26 comments

Comments (26)

  1. ale więc co? fuck off and sail away? dobre rady są niedobre, jaka jest alternatywa?

  2. http://www.facebook.com/photo.php?fbid=332105726849411&set=a.105713576155295.8675.100001499598754&type=3&theater
    to idealnie odzwierciedla.

  3. Dobrze że to napisałaś.

    Takie podejście do depresji jak opisałaś występuje wśród psychiatrów i dotyczy też innych dolegliwości.

    Np. chorzy na ADD/ADHD-PI - ci których stać - uprawiają "turystykę" psychologiczno-psychiatryczną: do jednego miasta po diagnozę, do drugiego (tzn. tylko do Warszawy) po receptę (nierefundowaną). Bo spośród wszystkich wykształconych specjalistów w tym kraju tylko kilku(nastu?) uwierzy, że masz takie objawy jakie mówisz że masz, a nie jesteś po prostu leniem i ćpunem.

  4. @Anonimowy

    Czemu ludzie nie wysłuchają kogoś do końca, a już wyskakują ze swoimi radami?

    @zakurzona

    Tak! Uwielbiam ten plakat a jakoś mi wypadł z głowy przy pisaniu.

    @Mooey

    Szokujesz mnie z tym podejściem psychiatrów. Serio? O_O

  5. Depresja zawsze będzie bagatelizowana, bo każdy był kiedyś smutny i przeszło mu jak poszedł/poszła się nawalić/kupić buty/zjeść lody etc. Dopóki do ludzi nie dotrze, że to jest organiczne zaburzenie - niedostatki i złe działanie neurotransmiterów, a nie chwilowy spadek nastroju w którym ktoś się z masochizmu tarza, _dobre rady_ zadowolonych z siebie buców będą się propagować.
    O otyłości nawet nie chcę pisać, bo nie będę wywalać własnej emodramy. Podsumuję tylko, że dobra i potrzebna notka, może do kilku osób przemówi i oszczędzą swoim bliskim i znajomym bezcennego kopa "weź się w garść" .

  6. Dziękuję za tę notkę. Bardzo przystępnie wytłumaczone z ładną metaforą, którą pozwolę sobie propagować.

  7. Co do meritum tekstu, to za bardzo nie mam opinii, acz mam jedną uwagę do konkretnego punktu. (Znaczy, mam więcej uwag, acz nie mam tyle czasu, żeby się rozpisywać.)

    > bo każdy był kiedyś smutny i przeszło mu jak poszedł/poszła się nawalić/kupić buty/zjeść lody

    To jest zbytnie trywializowanie kwestii. Większość (?) dorosłych ludzi z doświadczeniem życiowym (zwłaszcza w naszej kulturze) wie, że życie w znacznej mierze jest do dupy, wszystko może się w dowolnym momencie posypać, a oczekiwanie, że wszystko będzie super, jest naiwne. I że życie polega na zmuszaniu się (w większym lub mniejszym stopniu) na „wybijaniu” się z tego typu negatywnych myśli/nastrojów *świadomym* ruszeniem dupy i zrobieniem czegoś „uwzniaślającego” (uplitfitng; przeciwieństwo „dołującego”). Dlatego też zupełnie mnie nie dziwi, że spora część populacji ma automatyczną reakcję zirytowania i upominania („rusz się”, „dorośnij”) na kogoś postrzeganego jako dającego się ponieść temu pesymizmowi. Dla osoby postrzegającej sytuację w ten sposób, taki „leń” może być zaiste mocno irytujący.

  8. Ale to co tak krytykujesz też nie bierze się znikąd, tylko przez wiele osób, zwykle niedojrzałych, które mówią o depresji za każdym razem kiedy dostaną szlaban od rodziców/zawód miłosny/złą ocenę/dowolny nastoletni weltszmelc.

    Trudno potem wnikać za każdym razem, czy ktoś naprawdę jest chory, czy po prostu nurza się w swoim dołku nastoletnich boleści. Trudno, co nie znaczy, że warto. Bo ogółem się z Tobą zgadzam. Uznałam tylko, że warto by było o tym też wspomnieć.

  9. Ciekawy tekst, ale jedna uwaga, piszesz

    "Samobójstwo nie jest oznaką tchórzostwa, ucieczką od problemów, ale efektem choroby."

    Samobójstwo może (przynajmniej w moim światopoglądzie i nie tylko chyba) być także efektem wyboru.
    Świadomą decyzją.
    Tak jak np. eutanazja, nie musi się wcale wiązać z depresją.
    Ba, świadomość, że zawsze mam wyjście (porta semper aperta est), pocieszeniem nawet być może.

    I rację ma też mmazur, że życie od każdego (a przynajmniej od każdego wrażliwca) wymaga wiele, daje po dupie i że codzienność bywa niekiedy totalnie trudna,a mimo to jakoś się żyje.
    I dlatego niekiedy człowiekowi pojawia się myśl o depresji jako np. ucieczce przed mierzeniem się ze światem.

    grześ

  10. @grześ

    Każdy kiedyś złamał rękę, życie daje po dupie, dlatego niekiedy człowiekowi pojawia się myśl o raku jako np. uciecze przed mierzeniem się ze światem.

  11. @mp
    Może taka spychologia typu "weź się w garść" jest coraz rzadsza, ale ciągle występuje, dlatego wizyta u przypadkowego psychiatry to sport ekstremalny.

    Więcej jest "psychiatryzowania" osób u których już stwierdzono jakieś zaburzenie. Najjaskrawszym przykładem tego są amatorzy współczesnej psychoanalizy wkręcający pacjentom niefalsyfikowalne teorie i odmawiający im jakichkolwiek kompetencji poznawczych (wszystkim rządzi podświadomość, jak kwestionowanie autorytetu lekarza to mechanizm obronny itd), a trochę mniej jaskrawym lekarze nie przyjmujący do wiadomości istnienia mniej znanych, rzadszych zaburzeń, bo pod ręką jest nerwica albo depresja i to już wyjaśnia dlaczego pacjentowi "się wydaje" to czy tamto.

    Chyba większość psychiatrów reaguje alergicznie na pacjenta który nie czuje się ograniczony intelektualnie przez zaburzenie i chce rozmawiać tak samo jak np. z kardiologiem. No i nikt nie chce się wychylać z kolorowymi receptami, bo OMG NARKOTYKI!!!1111

  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.
  14. @grześ

    W sensie, że to np. mój świadomy wybór, że mam problemy z neuroprzekaźnikami, które powodują nieodpartą chęć wskoczenia pod pociąg? Przepraszam, ale kiedy ostatnio opróżniałeś pęcherz?

  15. @Mooey - nie zniknął, trafił do spamu, już jest z powrotem.

  16. @Kanabis

    Nie oceniaj nastolatków tą samą miarą, co dorosłych. Nastolatki bardzo emocjonalnie podchodzą do wielu rzeczy, uczą się stawiać granice i uczą się odpowiedzialności - są zawieszone między światem dziecka, który nie jest do końca oparty na racjonalnych zasadach, oraz światem dorosłych. Przy nieodpowiednim podejściu rodziców - np. trywializowaniu problemów, ktore dla Ciebie mogą być śmieszne, ale które są prawdziwymi problemami dla tych młodych ludzi - łatwo przyczynić się do rozwoju problemów z równowagą emocjonalną, w szczególności w tak krytycznym okresie (w sumie całe pierwsze 20 lat życia to taki "krytyczny okres" ;) ).

  17. @mp
    Piszesz trochę tak jakby istniała wyłącznie depresja endogenna, a to nieprawda .

    Grześ niestety ma rację pisząc, że samobójstwo może być także wyborem. Może.

    Ludzie mają depresję z różnych przyczyn życiowych, którym nie mogą zaradzić, jak np. bieda, zagrożenie bezdomnością, problemy ze zdrowiem - również psychicznym, w tym różne traumy, itd.

    Mowić że samobójstwo zawsze jest nieracjonalne, to tak jak mówić "weź się w garść". Bo nie byłem na twoim miejscu, ale jakbym był to bym się wziął za bootstrapy i naprawił se życie/zdrowie/głowę. Czasem się da, czasem nie.

  18. @dzieci udające depresję bo dostały szlaban
    Dokładnie, rozpieszczone dzieci udają depresję i adhd, otyli kłamią że się nie obżerają, a kobiety używają aborcji jako antykoncepcji, żadne uprzedzenie nie bierze się znikąd, amirite?

    A swoją drogą to rzeczywiście takie dziwne żeby się załamywać pozbawieniem wolności przez najbliższe osoby.

  19. Właśnie - wydaje mi się, że błędem jest tutaj przypisywanie dzieciom czy nastolatkom motywacji, jakie w podobnej sytuacji mogliby mieć naprawdę podli dorośli. Na jakiej podstawie mamy doszukiwać się u dzieciaków chęci do takich zagrywek? Przecież my nie musimy się już zmagać z hormonalnymi huśtawkami nas oraz wszystkich naszych rówieśników i rówieśniczek. Bardzo łatwo o tym zapominamy, gdy już wkroczymy w dorosłość. Spróbuj sobie przypomnieć natłok emocji, gdy rodzice dali Ci szlaban. Dużo ich było, nie?

    Piszesz trochę tak jakby istniała wyłącznie depresja endogenna, a to nieprawda .

    Oj, nie uważam, że istnieje wyłącznie depresja endogenna. Ale nawet depresja z przyczyn zewnętrznych - traumatycznych przeżyć, problemów finansowych, your problem of choice - nadal jest chorobą. I powstałe w jej przypadku myśli o samobójstwie nie są wynikiem racjonalnego myślenia, ale głębokiej bezradności, poczucia przytłaczającej beznadziejności i braku perspektyw. To, czy sytuacja jest faktycznie bez wyjścia, to według mnie osobny temat.

  20. Może po prostu mylę objawy depresji z depresją jako taką. Zdrowie nie polega przecież na odczuwaniu szczęścia i chęci kontynuowania życia niezależnie od czynników zewnętrznych. No i przekręciłaś trochę co napisał grześ: "samobójstwo nie musi wiązać się z depresją" (na co Ty o neuroprzekaźnikach).

  21. Mp,

    po prostu jestem za prawem do samobójstwa jak i eutanazji.
    Uważam, że jeśli sugerujemy, że zawsze samobójstwo jest związane z depresją, to odbieramy mu rangę, a samobójcy odbieramy podmiotowość. (Tu zresztą się pojawia kwestia ratowania samobójców)

    Nie będę drążył tematu, bo w sumie twój wpis nie o tym i pewnie mało kto podziela mój punkt widzenia, ale chodzi mi o to, że samobójstwo wybrałbym np. w przypadku radykalnego pogorszenia się jakości życia, spowodowanego np. chorobą czy utratą.

  22. @mp
    Wiesz, z tą depresją, to jest mniej więcej tak, że do naszego Narodu (nie mówię o obywatelach) nie dociera w ogóle fakt istnienia takiej jednostki chorobowej. Być może to reakcja na sytuację, w której nadużywano pojęcia "depresja", tak samo jak wielu innych schorzeń psychicznych (dysleksja i pochodne są tu dobrym przykładem). W efekcie nasz Naród założył, że owe schorzenia to jedynie wymysł chciwych psychologów, którzy wyciągają kasę oraz cwaniaczków którym nie chce się pracować / nauczyć ortografii / wychować dziecka by nie wrzeszczało jak opętane / cokolwiek innego co nie mieści się w narodowokatolickim etosie.

    Jedyne co można poradzić na taki Naród, to odpowiadać mu zgodnie ze szkołą Wujka Gienia, Mistrza Ciętych Ripost. Co z resztą czasem zdarza mi się uczynić, tyle że w bardziej uprzejmy sposób niż wzmiankowany Wujek.

  23. Jeśli szukać wyjaśnień, czemu ludzie reagują odruchowo "dobrymi radami" o wzięciu się w garść, to poza tym, co pisze Jiima (czyli nieświadomością mechanizmów depresji) jest jeszcze dodatkowy czynnik: czyjeś mękolenie i przygnębienie, czarnowidztwo i szukanie samopotwierdzających się scenariuszy i poglądów nt świata jest męczące dla tzw. zdrowego obserwatora i sprawia dyskomfort (irytację, smutek, frustrację, you name it, w zależności od empatii). I teraz, jeśli obserwator ma cień pojęcia o tym, czym jest depresja i jak funkcjonuje chory, to przełknie różne wyrazy i po raz siedemnasty zacznie tłumaczyć, robić herbatę i głaskać, jeśli ma standardową czyli żadną wiedzę na temat, to w końcu prychnie, żeby się chory do cholery ogarnął i przestał sklamrzeć, bo jemu, zdrowemu, też nie jest łatwo, a dzieci w Afryce, i punkt odniesienia, i w ogóle to rozpieszczony jest ten chory i powinien NAPRAWDĘ w dupę dostać od życia, żeby się ogarnąć i zobaczyć, że nie ma na co narzekać. I tak to się toczy.
    Ad samobójstwa: to jest trochę paragraf 22 w opinii generała publicznego, bo ktoś, kto się decyduje, jest tak porypany, że jego decyzja wynika z porypania, czyli jest niewiarygodna, czyli samobójca musi być niewiarygodny w swojej decyzji, czyli nie powinien być podmiotem decydującym, czyli nie ma opcji, by samobójstwo mogło być sensowną decyzją. Jesteśmy w pętli, proszę państwa, a prawo to sankcjonuje przymusową hospitalizacją psychiatryczną odratowanych.

  24. Czy jak napiszę, że proszę skrobnij coś, bo zamilkłaś po TYM poście, to Cię zmotywuje?

  25. @panpaniscus

    <3

  26. No to przesyłam takie żółte-żółciste liście co właśnie z drzewa spadły. I widok z rudzikiem, co rano przylatuje podglądać mnie przez okno.

Leave a Reply