Wishful thinking

Jestem chora, leżę z laptopem w łóżku i leniwie przeglądam zakola internetu w poszukiwaniu ciekawego, lekkiego contentu. Nagle na blipie przynoszą ten wpis i nic już nie jest takie samo - albo wręcz przeciwnie: wszystko po staremu, gdyż zestaw argumentów nie wychodzi poza smutny standard.

Osoby, które - jak chwali się autor - dały mu "100 like'ów w zaledwie 4 godziny" wierzą, że pracodawcy robią pracownikom Wielką Przysługę, w ogóle zapraszając ich na rozmowę o pracę. Przecież nie od dziś wiadomo, że pracodawcy bez pracowników radzą sobie co najmniej tak samo dobrze, jak z pracownikami. To wszystko z dobroci serca.

Oraz że to absolutnie oczywiste, że pracodawca woli zatrudnić kobietę po menopauzie, niż kobietę w wieku rozrodczym, a w ogóle najchętniej to mężczyznę. Równouprawnienie nie ma tu nic do rzeczy, to elementarna logika, prawo dżung... e, sprawiedliwego rynku. I że jeśli jesteś dobry/dobra w tym, co robisz, to możesz nawet pracować bez umowy, a nic ci się nie stanie, bo pracodawcy cenią sobie profesjonalistów.

Ktoś musi wyjąć głowę z dupy.

Zacznijmy od tego, że każdy pracownik, w szczególności ten "tyrający za piątaka na godzinę na bizneswieśmienów" jest kosztem. (...) Dopiero kiedy handlowiec znajdzie klienta (...), pojawią się jakiekolwiek przychody!

Nie jestem ekspertką, ale jeśli dobrze pamiętam, to na WOSie tłumaczyli to trochę inaczej.

środa, 30 listopada 2011
Categories: | 23 comments

Comments (23)

  1. Więc niby jak tłumaczyli..? Sam fakt zatrudnienia pracownika automatycznie przynosi pracodawcy zysk?

    Fakt zatrudnienia automatycznie generuje koszty - pensje i składki trzeba zapłacić niezależnie czy praca wykonana przez zatrudnionego przyniosła firmie jakikolwiek zysk.
    Zysk pojawia się dopiero gdy za efekt pracy pracodawcy ktoś zapłaci (np. kupi wyprodukowane dobra) i wcale nie jest automatyczny.)

  2. Ale przecież... pracownik jest kosztem, to jest najszczersza prawda, od tej strony się go nie da zaatakować. Da się od następujących:

    1) liberalnie z lewa, czyli powiedzieć, że istnieje "prawo do zatrudnienia" stojące w sprzeczności z prawem do trzaskania forsy. Mdły to argument i nudny, ale jak ktoś już koniecznie musi go użyć, to ok;
    2) radykalnie z lewa. Zgoda, pracownik/pracowniczka jest kosztem, a zatem logicznym i najbardziej konkurencyjnym krokiem jest płacić akurat tyle, żeby nie zdechł/a z głodu i był/a w stanie wykonać te 8 godzin dziennie. A zatem stosunek zatrudnienia, jeśli środki produkcji nie należą do Ciebie, jest wyzyskiem i chuj.

    Osobiście lubię opcję 2 i polecam ją wszystkim serdecznie.

  3. trolkomcie pod wpisem zrobiły mi dzień
    wracaj szybko do zdrowia!

    "Na firmach i biznesie się mało znam, ale ten wpis otworzył mi oczy szerzej niż dotychczas myślałem. Dzięki!"

    "Co do macierzyńskiego to moja koleżanka zaszła w ciążę i skarży się, że prawo ZMUSZA ją do pójścia na macierzyński po urodzeniu dziecka, podczas gdy ona wolałaby chodzić do pracy."

    "Zastanawia mnie jedno, dlaczego dajesz do prawie wszystkich artykułów zdjęcia azjatek, czyżby jakieś badania wykazały że zwiększają zainteresowanie artykułami."

  4. (w sumie to strasznie uprościłem, jest dużo innych linii ataku, wiadomo o co chodzi, nie? btw: broń boże niech ktoś nie pomyśli, że bronię tego idioty i pasożyta na zdrowej tkance społecznej)

  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.
  6. Jak robiący lodówki jest kosztem, i dopiero jak handlowiec sprzeda to jest zysk, to zwolnijmy robotników, zatrudnijmy w chuj handlowców, zysk skyrocketnie #elementarnalogikaprzedsiębiorców

  7. @Veln Praca robiącego lodówki generuje zarówno koszty jak i zysk. Tylko, że koszty są automatyczne (składki, pensja, materiały do wyprodukowania lodówki...), a zysk jest tylko możliwy (pod warunkiem, ze uda się tą lodówkę sprzedać).

    Nie popadając w skrajności należy pamiętać o wyważeniu kosztów i zysków.
    Jeśli chcę to mogę wstawić do lodówki pozłacany kompresor tylko jest to bez sensu bo żeby na tym zarobić musiałbym sprzedawać lodówki po cenie, której żaden klient nie jest skłonny zapłacić.
    Tak samo mógłbym płacić montażystom po 10K na rękę. Tylko kto wtedy by kupił taką lodówkę..?

    Wszystkim socjalistycznym krzykaczom proponuje głosować portfelem. Kupując lodówkę wybierzcie droższą montowaną w Polsce zamiast tańszej z Rumunii lub Chin...

  8. @radek, twoje pojęcie o organizacji pracy jest okrutnie żadne. błagam, nie pisz nic wiency

  9. @Veln
    Spóźnione spostrzeżenie, spora część polskich "biznesmenów" opiera się na takim założeniu. A potem dziwią się że nikt nie zbudował polskiego ajpada, za to każdy handluje tym amerykańskim...

  10. @Radek
    Masz rację, to oświecające spostrzeżenie, tłumaczy też czemu tak wielu "liberałów" zabiega o to by w Polsce "siła robocza" była tak samo tania jak w Chinach, gdyż to jedyny rodzaj "konkurencyjności" jaki potrafią wymyślić.

  11. @"Wszystkim socjalistycznym krzykaczom proponuje głosować portfelem. "

    Zdajesz sobie sprawę z tego, że używając stwierdzenia "socjalistyczny krzykacz" (i do tego bezpodstawnie!) usunąłeś jakąkolwiek resztę możliwości na rzetelną dyskusję?

  12. Tak zdaje sobie sprawę.
    Ta dyskusja i tak nie ma sensu. Jakby się kto nie napinał to i tak nie da się ludziom płacić więcej niż się na ich pracy zarabia.

    Każdy produkt ma pewny sztywny koszt wytworzenia A i cenę za którą można go sprzedać B. Różnica tych kwot to zysk, którym muszą się podzielić pracownicy i pracodawca (w jakiej proporcji to już jest kwestia do dyskusji - IMO 10-15% dla pracodawcy to uczciwy zysk w większości branż). Resztę dzielimy pomiędzy osoby zaangażowane w produkcje i basta. Tu nikt więcej nie naleje- tyle można zapłacić pracownikom i koniec. Jeśli ktoś nie rozumie tej logiki to nie ma o czym rozmawiać.

    @eli.wurman To może poprosiłbym jakiś merytoryczny argument ;) Gdzie jest dziura w tym rachunku. Albo może jakiś przepis, który pominąłem i nie wiem, że składek i pensji można nie płacić dopóki się nie sprzeda towaru. Konkrety proszę.

  13. @radek
    "@Veln Praca robiącego lodówki generuje zarówno koszty jak i zysk. Tylko, że koszty są automatyczne (składki, pensja, materiały do wyprodukowania lodówki...), a zysk jest tylko możliwy (pod warunkiem, ze uda się tą lodówkę sprzedać)"

    Cholernie nie masz racji.
    1. Pracownik montuje lodówki. Montuje je przez cały miesiąc, przy czym w rzeczywistości nie wykonuje całej pracy a tylko swoją część przy linii produkcyjnej.
    2. Przez ten czas lodówki stale schodzą z linii produkcyjnej i stanowią własność burżuja - jako zapasy stanowią część jego AKTYWÓW (słyszałeś może o takiej kategorii księgowej?)
    3. Pracownik otrzymuje wynagrodzenie dopiero pod koniec miesiąca - przez ten czas to ON KREDYTOWAŁ DZIAŁALNOŚĆ BURŻUJA. Co więcej - w Polsce ten ostatni jest często bucem i może się wypiąć, że zapłaci później, albo nie zapłacić wcale.
    4. Co do tego, czy pracodawca sprzeda te lodówki (i wtedy zamieni kategorię zapasy na 'środki pieniężne' lub 'należności'. TO JEST WYŁĄCZNA SPRAWA PRACODAWCY. To on zarządza firmą i ustala rodzaj produktu. Produkujesz coś, czego nie da się sprzedać - sorry, Winetou, ale jesteś dupa a nie kapitalista. Pracownik tak jakby sprzedaje tylko siłę roboczą.

    Wydaje mi się, że opisałem dostatecznie łopatologicznie, ale nie wiem czy coś ostatecznie dotrze.

  14. @Paweł Kliber
    ad pt2 skoro te "aktywa" są tak bardzo wartościowe nawet jak się nie sprzedają to może pracownicy powinni być wynagradzania na zasadzie jedną lodówkę montuje dla pracodawcy jedną biorę dla siebie... Wtedy dostawali by swoje pensje praktycznie na bieżąco i nikogo nie "kredytowali". ;)

    Dodatkowo (za wikipedią) Aktywa: Środki gospodarcze, aktywa - kontrolowane przez jednostkę gospodarczą zasoby majątkowe o wiarygodnie określonej wartości, uzyskane w wyniku przeszłych zdarzeń, które spowodują w przyszłości wpływ do jednostki korzyści ekonomicznych

    Wiarygodnym określeniem wartości lodówki jest transakcja jej sprzedaży. Wpływ korzyści również jest związany z faktem sprzedaży. Dopiero fakt stałej sprzedaży produkcji powoduje, że zapasy stają się aktywami.

    Jeśli lodówki tylko stoją na magazynie i nie ma możliwości ich sprzedaży (bo np cena, wynikająca z kosztów produkcji jest wyższa niż konsumenci są w stanie zapłacić) to takie lodówki księgowo nie są aktywami, tylko pasywami bo ich przechowywanie generuje dalsze koszty (utrzymanie magazynu + amortyzacja starzejących się bezczynnie lodówek), a nie generuje żadnego wpływu.

    Owszem jeśli produkuje się coś czego nie da się sprzedać to trzeba zakończyć działalność. Zarówno pracownicy jak i pracodawca zostają z dupą na lodzie. To jest niezaprzeczalna logika.

    Co innego jeśli to, że nie da się sprzedać wynika z tego, że pracodawca lub pracownicy chcą na tej działalności zarobić więcej niż konsumenci im na to pozwalają.

    Wtedy warto się zastanowić czy zamykamy teatrzyk i szukamy sobie innego zajęcia, czy może spuszczamy trochę z tonu i mniej zarabiamy na tym co produkujemy.
    I IMO te mniej powinno się sprawiedliwie rozkładać pomiędzy pracodawców i pracowników.
    Jeśli sytuacja jest taka, że dalej ograniczyć zysków obu stron się nie da bo zarobki byłyby poniżej akceptowanego poziomu to zostaje zamknąć fabrykę i poszukać sobie innej pracy.

  15. Twój wpis przypomina o starej prawdzie, że ciężko się gada z idiotami, co sprowadzi Cię taki na swój poziom i tam z łatwością pokona.

    Po pierwsze - chyba nie rozróżniasz pomiędzy bilansem, rachunkiem zysków i strat oraz cash flow. Może nie uwierzysz, ale przedsiębiorstwo może mieć zysk mimo ujemnego cash flow.
    Ba, człowieku, ty nie rozumiesz nawet bilansu, o czym świadczy Twoja uwaga, że lodówka jest pasywem.
    Dopóki się trochę nie douczysz, dyskusja z Tobą wydaje mi się tak jakby jałowa.

    Po drugie - pewnie, że się zgadzam, że nie ma po co produkować, czego się nie da sprzedać. Zamknąć ten kran. I w praktyce tak to właśnie wygląda. Przy Twoich brakach wiedzy pewnie się zdziwisz, ale szczególnie silnie to działa w modelu szwedzkim. Produkcja nieopłacalna - zamykamy, a pracowników i pracodawcę na socjal, dopóki nie znajdą czegoś nowego do roboty.

    Po trzecie - to pracodawca prowadzi działalność i on jest od zarządzania (a nie pracownicy - oni tylko sprzedają pracę). Czemu ryzyko fabryki lodówek ma się rozkładać pomiędzy pracowników i pracodawców? Czemu nie włączyć w to jeszcze Radka Razwieca? I tu może znowu się zdziwisz, ale jest to możliwe - popatrz choćby na bailouty banków.

  16. "Strzyżono - golono"
    Twój argument z pierwszego akapitu to miecz obosieczny. W drugą stronę miałbym ochotę powiedzieć to samo, ale kultura osobista nie pozwala mi nazwać idiotą obcej osoby tylko dlatego, że ma inne zdanie niż ja. Do tego nie podać na uzasadnienie tego epitetu żadnych merytorycznych argumentów.


    Zysk powstaje w momencie zbycia produktu.
    Jeśli by powstawał w momencie jego w wyprodukowania to pracownikom opłacałoby się przyjmować zapłatę w produktach - nie musieli by się wtedy dzielić zyskiem z ludźmi zajmującymi się dystrybucja i sprzedażą.
    Niestety akceptowalną przez pracowników reprezentacją wartości są pieniądze, a te pojawiają się w momencie sprzedaży produktu, a nie jego powstania (no chyba, że się jest drukarzem w mennicy).

    Spójrz również, że Twój argument "a nie pracownicy - oni tylko sprzedają pracę" sprowadza ich pracę właśnie do poziomu zwykłego kosztu czegoś co się po prostu kupuje od kogoś kto sprzedaje. Jak blachę na lodówki. Skoro tak to jeśli jest na rynku ktoś skłonny sprzedać pracę akceptowalnej jakości za 5 zł/h to dlaczego pracodawca miałby ją kupować po 10 zł..?

    Ja uważam, że sensowny jest inny model. Firma to wspólne miejsce pracy zarówno pracowników jak i pracodawcy (w większości małych i średnich firm właściciele sami też pracują) i wspólnie powinni dbać o to żeby się rozwijała. Współpracując, a nie tocząc ze sobą wojnę. Wtedy praca nie jest towarem, który się tylko kupuje. Jako zespół pracujemy na zysk i się nim później dzielimy wg ustalonych w umowie zasad. I tu też masz ryzyko - im więcej ktoś ryzyka bierze na siebie tym większy ma procent z zysku.


    Twoje podejście w moich oczach zrównuje Cię z bucem pracodawcą, który nie płaci pracownikom lub w inny sposób ich wykorzystuje - tylko, że Ty jesteś z drugiej strony barykady. To są dwie przeciwne strony tego samego medalu. Obie nie dają szansy na sensowną koegzystencje i na przyzwoite warunki pracy. Buce próbują wyruchać pracowników tacy jak Ty w drugą stronę pracodawców. I zamiast zastanawiać się jak skuteczniej zarządzać/pracować obie frakcje tylko kombinują jak tu się tym drugim dobrać do dupy.
    Cierpią na tym głównie uczciwi ludzie po obu stronach (bo wiem, że są jeszcze zarówno uczciwi pracodawcy jak i uczciwi pracownicy).

  17. @Paweł Kliber
    Pomimo moich braków w wiedzy wiem też, że firma utrzymująca długo ujemny cash flow może zbankrutować pomimo osiąganych zysków w wyniku utraty płynności finansowej - ZUS niestety najczęściej odmawia przyjmowania składek w lodówkach zamiast pieniądzach ;)

  18. "W drugą stronę miałbym ochotę powiedzieć to samo"
    Be my guest.

    " nazwać idiotą obcej osoby tylko dlatego, że ma inne zdanie niż ja"
    1. Rzuciłem tylko takie ogólne powiedzenie. Czemuż wziąłeś to do siebie...
    2. Epitety takie jak "idiota" nie dotyczą poglądów ("innego zdania") ale sposobu argumentacji. Przykro mi, ale po prostu nie rozumiesz kategorii ekonomicznych, co widać tu:

    "Zysk powstaje w momencie zbycia produktu."
    Jaasne. Klik i powstaje. Wyjmujemy notesik i piszemy: "Zysk to pojęcie abstrakcyjne, definiowane w różny sposób. Jest też wiele metod jego mierzenia". Wężykiem, wężykiem
    Jak Ci się wydaje - Enron miał zysk, czy go nie miał?

    "Ja uważam, że sensowny jest inny model. Firma to wspólne miejsce pracy zarówno pracowników jak i pracodawcy (w większości małych i średnich firm właściciele sami też pracują) i wspólnie powinni dbać o to żeby się rozwijała."

    No widzisz i w czymś się zgadzamy. Ja też jestem za radami pracowniczymi. Nie wiem dlaczego z Twoich poprzednich wypowiedzi doszedłem do wniosku, że nie jesteś socjalistą.

  19. "firma utrzymująca długo ujemny cash flow może zbankrutować pomimo osiąganych zysków w wyniku utraty płynności"

    Pewnie, że może. Może zbankrutować firma bardzo zyskowna, jeżeli będzie miała ujemny cash flow (nawet przez krótki czas). Dlatego rozróżnia się ryzyko płynności od ryzyka rynkowego. Ale co z tego wynika? Bo na ujemny cash flow zyskownego przedsięwzięcia można zaradzić (kredyt obrotowy, dotacja celowa).

  20. No i w koło Macieju.
    Enrony i inne wynaturzenia zostawmy na boku - bezsensowność przedsiębiorstw, których jedynym zajęciem jest przelewanie kapitału pomiędzy różnymi wirtualnymi bytami to temat rzeka i tu pewnie znacznie łatwiej byśmy znaleźli wspólne zdanie.

    ""Zysk powstaje w momencie zbycia produktu."
    Jaasne. Klik i powstaje."
    OK Łopatologicznie ostatni raz - w momencie zbycia produktu (lub jakiś czas po) na koncie firmy pojawiają się pieniądze, którymi można zapłacić pracownikom, urzędom, dostawcom energii i materiału itd. Lodówka choćby nie wiem jak dużo cennej pracy w nią włożono w spłacie żadnego z tych zobowiązań nie może zastąpić pieniędzy. Pieniądze wpływają do firmy po sprzedaniu lodówki. Kropka. Prościej się nie da.
    Zaprzecz temu logicznym argumentem, a nie dyskredytuj epitetami.

    "No widzisz i w czymś się zgadzamy. Ja też jestem za radami pracowniczymi."

    Ale przecież rady jak najbardziej mogą funkcjonować... Kto broni pracownikom skrzyknąć się do kupy, założyć sobie spółkę, wziąć kredyt i samemu zacząć produkować lodówki. Nie byłoby złego burżuja do wyzyskiwania. Sami by się mogli na wzajem powyzyskiwać :D I mieli by własną radę tyle że nadzorczą.

  21. Może rzeczywiście bardziej fortunnie byłoby napisać "zysk finalizuje się w momencie zbycia" niż "zysk powstaje". Powstaje rzeczywiście na całej drodze od blachy do sprzedaży.
    Ale tak jak dom powstaje od fundamentów i ścian to domem staje się po położeniu dachu i wykończeniu wnętrza. Jeśli zbudujesz fundamenty i ściany, a nie położysz dachu to za dwa lata będziesz miał ruinę, a nie dom.
    Podobnie jeśli wyprodukujesz lodówki a nie sprzedasz ich to tylko zmarnujesz materiały i pracę ludzi.
    Zysk powstaje w całym procesie produkcji ale do momentu sprzedaży to jest tylko szkielet bez dachu. Sensu całej włożonej pracy nadaje jej finalizacja w formie sprzedaży produktu i tego nie przeskoczysz.

  22. "Pieniądze wpływają do firmy po sprzedaniu lodówki... Zaprzecz temu logicznym argumentem"

    Wskaż mi miejsce, w którym twierdziłem coś innego, OK?

    "Ale przecież rady ... pracownikom skrzyknąć się do kupy, założyć sobie spółkę"

    Aha - to najpierw mieli być z jakiegoś powodu współodpowiedzialni za spółkę kapitalisty. A jak przychodzi o możliwość współdecyzji, to "mają zakładać własne spółki"?

    "Sensu całej włożonej pracy nadaje jej finalizacja w formie sprzedaży produktu"
    A ktoś twierdził coś innego? Cały problem z Tobą polega na tym, że zamiast ograniczyć się do tego truizmu, bredzisz coś rozwlekle, posługując się kategoriami, które niespecjalnie rozumiesz (nie mówiąc już o ich internalizacji).

  23. Niezbyt mam możliwości czasowe, żeby kontynuować tą dyskusję. Wpadłem tylko żeby przeprosić autorkę za "socjalistycznego krzykacza".
    Dopiero dziś w metrze miałem możliwość przeczytać więcej niż ten jeden post z Pani bloga i przekonać się, że rzeczywiście ten epitet był bezpodstawny i krzywdzący. Przepraszam.

Leave a Reply