Troszkę zwymiotowałam w środku, gdy przeczytałam najnowsze rewelacje Terlikowskiego. Popełniłam błąd i kliknęłam w o jeden link za daleko. Sama chciałam.
Staram się być dobrym człowiekiem. Serio, stale pracuję nad sobą. Uważam, że nie powinnam czuć do innych nienawiści, bo z nienawiści nigdy nic dobrego nie wyszło. Nie powinnam - nie dlatego, że to nie wypada, tylko dlatego, że nie chcę. Uważam, że to złe, niszczące uczucie. Złość, wkurwienie - to są emocje negatywne, bolące, ale można na nich budować; jeśli odpowiednio się do nich podejdzie, drzemiący w nich potencjał zmieni się w działanie, w siłę sprawczą. Nienawiść, nawet zmieniona w siłę sprawczą, wyłącznie niszczy. Możesz być zła na kogoś, bo ktoś zrobił coś złego, ale nienawidzisz kogoś za to, jaki jest.
Gdy czytam, że aborcja jest gwałtem, przemocą seksualną, mordowaniem dzieci nienarodzonych, że to to samo, co masakra w Newtown, coś we mnie pęka. Gdy autor tych wypowiedzi dostaje możliwość szerzenia swojej mowy nienawiści w mediach, coś we mnie pęka.
Gdy uzmysławiam sobie, że aby tak bardzo nienawidzić, trzeba mieć naprawdę posrane w mózgu, coś we mnie pęka.
Terlikowski nie mówi wprost: "nienawidzę kobiet", "nienawidzę ateistów" czy po prostu "nienawidzę innych ode mnie", ale to właśnie wyziera z jego słów - czysta, autorytarna nienawiść. Spod cienkiego płaszczyka troski wystawia głowę strach przed innością i niedojrzałość emocjonalna.
Terlikowski jest bardziej niebezpieczny, niż Janusz Korwin-Mikke. Ten drugi jest mizoginistycznym idiotą, który jednak potrafi czasem spojrzeć na siebie z dystansem i mówić rzeczy z czystego wyrachowania. A przynajmniej sprawia takie wrażenie. Ale Terlikowski mówi szczerze, płomiennie, sam spija słowa ze swoich ust i wierzy w to wszystko na 200%.
Chciałabym, aby istniał sposób, aby przemówić do jego rozsądku. Nie wierzę, aby wyśmiewanie było najlepszą możliwą taktyką, jaką mogą przyjąć jego przeciwnicy. Terlikowski czerpie energię z poczucia zagrożenia i sprawia wrażenie kogoś, kto rozkwita bo wierzy, że robi z siebie męczennika w imię wiary. Jak pierwsi chrześcijanie. Jego przeciwnicy to lwy, ale on jest sprytniejszy od pierwszych chrześcijan - ma miecz i wizję, że wszystkie te lwy bohatersko zabija. Drugi Chrystus, tylko lepszy, bo w zbroi. Dajcie mu karabin.
(Na marginesie: "przeciwnik" w kontekście dyskusji to jedna z najgorszych konstrukcji w języku polskim. Każe patrzeć na dyskusję jak na pole bitwy, gdzie muszą być wygrani i przegrani. Przegrana to upokorzenie. Zauważyłam, że takie podejście do dyskusji bardzo szybko zamienia komunikację w konflikt i uniemożliwia wypracowanie porozumienia.)
Chciałabym znaleźć słowa, dzięki którym Terlikowski zrozumiałby w końcu, jak wiele osób naprawdę krzywdzi tym, co mówi. Że to właśnie to, co mówi i robi, przyczynia się (skrót myślowy) do przemocy wobec kobiet, również tej ze skutkiem śmiertelnym. Niełatwo jest pokazać to komuś, kto jest arogancki, zadufany w sobie i zupełnie pozbawiony empatii. Empatia, współodczuwanie to między innymi zdolność do wejrzenia w emocje innych ludzi, do zrozumienia, że inni ludzie mogą czuć się inaczej ode mnie. Terlikowski jest białym heteroseksualnym mężczyzną żyjącym w Europie, z klasy średniej, z dużego miasta (
BHMŻwEzKŚzDM) - już samo stanie na najwyższym szczeblu drabiny uprzywilejowania utrudnia współodczuwanie - dodatkowo zaślepiają go arogancja i egocentryzm. Z trudniejszym zestawem w swojej prawie dziesięcioletniej historii aktywizmu, czyli
zachęcania innych do pozytywnych zmian, chyba nie miałam do czynienia.
Ratunku, zgubiłam swoje can-do attitude.