Amebowy kącik porad #1

Czasami przeglądam statystyki odwiedzin swojego bloga i jestem pod wrażeniem, jakie frazy wpisane w wyszukiwarkę prowadzą tutaj. Ponieważ większość z nich się powtarza, a ja jestem miła i pomocna, postanowiłam co pewien czas wychodzić na przeciw i odpowiadać na frapujące dzieci sieci pytania.

Zacznijmy więc.

Czy dziwki robią masaż pleców

Może i robią, ale na pewno nie tobie - jesteś niemiły. Nikt Ci nie powiedział, że nazywanie kobiety "dziwką" w niczym ci nie pomoże? Biedaczek. Lepiej nie rób tego więcej.

Czy można zgwałcić otyłą kobietę

To pytanie jest mocno dwuznaczne - słowo "można" ma dwa znaczenia i obydwa tu pasują. Podmiot, który wstukał tę frazę w wyszukiwarce mógł zarówno szukać przyzwolenia, jak i fizycznej możliwości wystąpienia takiej sytuacji. Na szczęście jestem przygotowana na obydwie możliwości, proszę bardzo:

- jeśli szukasz przyzwolenia, odpowiedź jest bardzo prosta: NIE MOŻNA ZGWAŁCIĆ OTYŁEJ KOBIETY. Nie wolno ci gwałcić również wszystkich pozostałych kobiet, dzieci, zwierząt oraz mężczyzn. Innymi słowy: nie można zgwałcić nikogo. Proste!

- jeśli zastanawiasz się, czy to jest w ogóle możliwe i masz więcej niż 15 lat, jesteś równie obrzydliwy, co Lepper, który nie wierzy w istnienie gwałtu na prostytutce. Jeśli kobieta mówi "nie", jest nieprzytomna lub zastraszona, a ty mimo to uprawiasz z nią seks, zasługujesz na to, aby uschły ci po kolei wszystkie palce u rąk, potem u nóg, a potem język i członek. Oraz, obviously, jesteś gwałcicielem.

***

Zapraszam ponownie do swojego skromnego kącika porad, gdzie staram się sprostać obowiązkom narzuconym na mnie przez algorytm wyszukiwania Google.

niedziela, 3 lutego 2013
Categories: , | 1 comment

Spaść i zrozumieć

Wyobraź sobie, że stoisz na rozległej równinie. Widzisz, że wieje wiatr, ponieważ trawa porusza się synchronicznie. Świeci słońce i podejrzewasz, że w trawie chowają się małe zwierzęta i wokół pełno jest owadów. Prawdopodobnie gdzieś śpiewają ptaki, ale nie jesteś w stanie tego stwierdzić: nic nie słyszysz.

Wyobrażam sobie, że właśnie tak czują się bohaterowie dwóch przeczytanych przeze mnie ostatnio książek: "Zrozumieć życie" (Get a life) Nadine Gordimer i "Spadając" (Falling man) Dona DeLillo. Obydwie książki opowiadają o osobistych tragediach i o tym, jak radzą sobie z nimi rodziny. Choć rak i zamach terrorystyczny to dwie zupełnie różne rzeczy, w bardzo podobny sposób wżerają się w tkankę podstawowej komórki społecznej. Niebywałe, jak zarówno Gordimer jak i DeLillo potrafią uchwycić osamotnienie i emocjonalną izolację osób dotkniętych dramatem najmocniej oraz jałowość, banalność pewnych gestów, z którymi spieszą nierzadko osoby postronne, czy to w poczuciu obowiązku, czy z braku możliwości prawdziwego zrozumienia sytuacji.

Obydwie rodziny na swój sposób stawiają czoła nieprzyjemnej sytuacji i obydwie zmagają się również z nieoczekiwanymi następstwami. Ich członkowie są w stanie wykształcić naprawdę wyjątkowe więzi. U Gordimer sieć powiązań jest bardziej skomplikowana, lecz w porównaniu z nią zdolności DeLillo wcale nie bledną.

Wcześniej miałam okazję czytać "Broń domową" (The house gun) Gordimer. Możliwe, że byłam wtedy jeszcze zbyt młoda, aby docenić tę książkę, ale w porównaniu z nią "Zrozumieć życie" wypada znacznie lepiej. W przypadku DeLillo, "Spadając" definitywnie wygrywa z "Performerką" i "Punktem Omega". Obydwie książki wprawiły mnie w melancholijny nastrój, ale raczej z gatunku tych dobrych melancholii. Polecam.

sobota, 2 lutego 2013
Categories: | Leave a comment

Zło dobrem zwyciężaj

Troszkę zwymiotowałam w środku, gdy przeczytałam najnowsze rewelacje Terlikowskiego. Popełniłam błąd i kliknęłam w o jeden link za daleko. Sama chciałam.

Staram się być dobrym człowiekiem. Serio, stale pracuję nad sobą. Uważam, że nie powinnam czuć do innych nienawiści, bo z nienawiści nigdy nic dobrego nie wyszło. Nie powinnam - nie dlatego, że to nie wypada, tylko dlatego, że nie chcę. Uważam, że to złe, niszczące uczucie. Złość, wkurwienie - to są emocje negatywne, bolące, ale można na nich budować; jeśli odpowiednio się do nich podejdzie, drzemiący w nich potencjał zmieni się w działanie, w siłę sprawczą. Nienawiść, nawet zmieniona w siłę sprawczą, wyłącznie niszczy. Możesz być zła na kogoś, bo ktoś zrobił coś złego, ale nienawidzisz kogoś za to, jaki jest.

Gdy czytam, że aborcja jest gwałtem, przemocą seksualną, mordowaniem dzieci nienarodzonych, że to to samo, co masakra w Newtown, coś we mnie pęka. Gdy autor tych wypowiedzi dostaje możliwość szerzenia swojej mowy nienawiści w mediach, coś we mnie pęka.

Gdy uzmysławiam sobie, że aby tak bardzo nienawidzić, trzeba mieć naprawdę posrane w mózgu, coś we mnie pęka.

Terlikowski nie mówi wprost: "nienawidzę kobiet", "nienawidzę ateistów" czy po prostu "nienawidzę innych ode mnie", ale to właśnie wyziera z jego słów - czysta, autorytarna nienawiść. Spod cienkiego płaszczyka troski wystawia głowę strach przed innością i niedojrzałość emocjonalna.

Terlikowski jest bardziej niebezpieczny, niż Janusz Korwin-Mikke. Ten drugi jest mizoginistycznym idiotą, który jednak potrafi czasem spojrzeć na siebie z dystansem i mówić rzeczy z czystego wyrachowania. A przynajmniej sprawia takie wrażenie. Ale Terlikowski mówi szczerze, płomiennie, sam spija słowa ze swoich ust i wierzy w to wszystko na 200%.

Chciałabym, aby istniał sposób, aby przemówić do jego rozsądku. Nie wierzę, aby wyśmiewanie było najlepszą możliwą taktyką, jaką mogą przyjąć jego przeciwnicy. Terlikowski czerpie energię z poczucia zagrożenia i sprawia wrażenie kogoś, kto rozkwita bo wierzy, że robi z siebie męczennika w imię wiary. Jak pierwsi chrześcijanie. Jego przeciwnicy to lwy, ale on jest sprytniejszy od pierwszych chrześcijan - ma miecz i wizję, że wszystkie te lwy bohatersko zabija. Drugi Chrystus, tylko lepszy, bo w zbroi. Dajcie mu karabin.

(Na marginesie: "przeciwnik" w kontekście dyskusji to jedna z najgorszych konstrukcji w języku polskim. Każe patrzeć na dyskusję jak na pole bitwy, gdzie muszą być wygrani i przegrani. Przegrana to upokorzenie. Zauważyłam, że takie podejście do dyskusji bardzo szybko zamienia komunikację w konflikt i uniemożliwia wypracowanie porozumienia.)

Chciałabym znaleźć słowa, dzięki którym Terlikowski zrozumiałby w końcu, jak wiele osób naprawdę krzywdzi tym, co mówi. Że to właśnie to, co mówi i robi, przyczynia się (skrót myślowy) do przemocy wobec kobiet, również tej ze skutkiem śmiertelnym. Niełatwo jest pokazać to komuś, kto jest arogancki, zadufany w sobie i zupełnie pozbawiony empatii. Empatia, współodczuwanie to między innymi zdolność do wejrzenia w emocje innych ludzi, do zrozumienia, że inni ludzie mogą czuć się inaczej ode mnie. Terlikowski jest białym heteroseksualnym mężczyzną żyjącym w Europie, z klasy średniej, z dużego miasta (BHMŻwEzKŚzDM) - już samo stanie na najwyższym szczeblu drabiny uprzywilejowania utrudnia współodczuwanie - dodatkowo zaślepiają go arogancja i egocentryzm. Z trudniejszym zestawem w swojej prawie dziesięcioletniej historii aktywizmu, czyli zachęcania innych do pozytywnych zmian, chyba nie miałam do czynienia.

Ratunku, zgubiłam swoje can-do attitude.

poniedziałek, 17 grudnia 2012
Categories: | 4 comments

Nie byłabym sobą

Hej, wiecie co? Mam trochę urlop. W sumie to mam nawet bardzo urlop - pierwszy dzień dzisiaj, ostatni pierwszego stycznia. W swoim pracoholizmie nie jestem w stanie sobie przypomnieć, ile lat temu (jeśli w ogóle) miałam prawdziwy urlop. Jasne, zdarzało się branie 1-2 dni wolnych w okolicach weekendu, żeby odwiedzić znajomych w innym mieście, albo wyskoczyć na Fluff Fest, ale więcej grzechów nie pamiętam.

Przezornie przykleiłam sobie w kilku miejscach postity zabraniające mi logowania na służbową pocztę, kupiłam dużo zapachowych świeczek i zieloną herbatę z mango.

Mam również bardzo ambitne plany na spędzenie tegoż urlopu:
  • dokończyć "Snow Crash" Stephensona,
  • upiec ciasto.
Szaleństwo.

Potrzebuję przyznać się do dwóch rzeczy. Z jednej z nich jestem bardzo zadwolona, a drugą uznaję w sumie za rzecz dość wstydliwą. Ponieważ jednak jestę blogerę, ekshibicjonizm jest wpisany w relację moje palce-klawiatura, liczę więc na gratisy ogólny przyklask, lub chociaż zainteresowanie.

Rzecz pierwsza. Pokochałam wyrzucanie rzeczy. Lata zbierałam i chomikowałam, trzymałam, naprawiałam, odkładałam i chowałam. Nagle przestało mnie to cieszyć (o czym ostatnio wspominałam) i nieoczekiwanie dla samej siebie przeszłam od myśli do czynów. Teraz czuję się jak tabula rasa, jak / po rm -rf, jak szklana misa w kuchni Jamiego Oliviera. Mój neoficki zapał nie oszczędził nawet największej świętości i stała się rzecz niebywała: pozbywam się książek. Nadal zostało mi ich kilkaset i choć gest ten odbieram bardziej w sferze symbolicznej, niż praktycznej, to czuję, że coś się we mnie otworzyło.

Wychodzenie ze swojej strefy komfortu daje dobre rezultaty.

Rzecz druga. Nie mam pojęcia, co się dzieje. Literally. Ominęła mnie Palestyna, Atlas Chmur, strzelanina w przedszkolu, szopka wokół przemocy wobec kobiet w Polsce, obrzydliwa mowa nienawiści Jakuba Śpiewaka - prezesa fundacji KidProtect, na jakim etapie są Google Glasses oraz wszystkie żenujące historie z Programmers Being Dicks. Nie każdy musi być z wszystkim na bieżąco i nie w tym tkwi sedno mojego zażenowania. Martwi mnie to, że ta sytuacja do mnie apeluje.

Tworzenie bariery między sobą a negatywnymi informacjami wydaje się być rzeczą naturalną - mało kto chce proaktywnie otaczać się bólem i cierpieniem, w szczególności, gdy nie ma możliwości nic z tym zrobić. Pies pogrzebał się w motywacji. Po prostu po swojemu martwię się trochę, że zacznie się od półrocznej przerwy od politycznego zaangażowania, a skończy na wakacjach w Egipcie, leżącej po środku prawdzie i mówieniu "zwierzątka".

Chciałam napisać coś mądrego i głębokiego, ale sami rozumiecie, książka się sama nie przeczyta.


Categories: | 6 comments